Jakiś miesiąc temu w porannej audycji na Esce Rock usłyszałem nowy kawałek Deep Purple, pt.: "All the time in the world". Singiel zapowiadał nową, studyjną płytę legendarnego zespołu po 8 latach milczenia i wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Zamiast zamknąć samochód i pójść do pracy, przesiedziałem w nim kolejne 4 minuty, a potem w ciągu dnia męczyłem ten utwór jeszcze kilka razy.
Ba, wsadziłem nawet kij w mrowisko wywołując wśród znajomych dyskusję na temat tej piosenki. Fakt, jej prawie popowy charakter mógł odstraszyć nieco bardziej ortodoksyjnych fanów i wzbudzić obawy co do ostatecznego kształtu materiału zarejestrowanego na płytę. "Nic to" - pomyślałem i cierpliwie czekałem do pojawienia się krążka.
