niedziela, 5 maja 2013

Deep Purple: "Co teraz?!" ("Now What?!")


Jakiś miesiąc temu w porannej audycji na Esce Rock usłyszałem nowy kawałek Deep Purple, pt.: "All the time in the world". Singiel zapowiadał nową, studyjną płytę legendarnego zespołu po 8 latach milczenia i wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Zamiast zamknąć samochód i pójść do pracy, przesiedziałem w nim kolejne 4 minuty, a potem w ciągu dnia męczyłem ten utwór jeszcze kilka razy.

Ba, wsadziłem nawet kij w mrowisko wywołując wśród znajomych dyskusję na temat tej piosenki. Fakt, jej prawie popowy charakter mógł odstraszyć nieco bardziej ortodoksyjnych fanów i wzbudzić obawy co do ostatecznego kształtu materiału zarejestrowanego na płytę. "Nic to" - pomyślałem i cierpliwie czekałem do pojawienia się krążka.

Płyta już jest, dziś udało mi się ją przesłuchać i mam bardzo pozytywne wrażenia. Przede wszystkim wielki szacunek dla gości, którzy są już na scenie od 40 lat, a nie boją się eksperymentować. "Now what?!" to album bardzo nie w "purplowskich" klimatach. Oczywiście są aranżacje typowe dla grupy i po których można ją rozpoznać, m.in.: "Out of hand" czy "Hell to pay" bardzo dużo jest jednak eksperymentów.

Płytę otwiera bardzo nastrojowy "A simple song", który dopiero w okolicach połowy przeradza się w typową hard rockową kompozycję z gitarą elektryczną i organami na pierwszym planie.  Następny w kolejce "Wierdistan" zaskakuje mniej więcej w połowie ciekawymi, elektronicznymi dźwiękami. Podobnych eksperymentów z elektroniką i organami jest znacznie więcej. Znajdziemy je w urzekającym, wręcz kosmicznym  "Uncommon man" i  intrygującym "Apres Vous".  Według mnie jest nawet odrobinę tanecznych melodii - "Body line" jakoś tak dziwnie zmusza do tego żeby zacząć się ruszać. No i nie zabrakło miejsca dla pięciominutowej, nieco jazz-rockowej ballady "Blood from a stone". 

Moim numerem jeden jest jednak kawałek wieńczący album: "Vincent Prince" - o brzmieniu zupełnie niepodobnym do "purpurowej" stylistyki. Ciężki, gitarowy riff i skomponowane z nim niepokojące melodie organów przywodzą na myśl raczej ciut lżejszą wersję Nightwish lub Therion. Przynajmniej takie miałem pierwsze wrażenie podczas słuchania tego utworu. Oczywiście po solówce można już poznać, że to Deep Purple.

Podsumowując: płyta jest świetna. Zespół brzmi nowocześnie i nie boi się eksperymentów, dość udanych zresztą. Ortodoksi pewnie przeklną te słowa, ale uważam, że po kilku przesłuchaniach dadzą się przekonać do nowego wydawnictwa DP. W końcu po muzykach mających 60 lat na karku nie można się spodziewać kolejnego "Smoke on the water". Rewolucji już nie będzie, nie da się ciągle wynajdywać koła. Zresztą, nie taka jest rola legendy. 

Nową płytę Deep Purple znajdziecie w serwisach: Spotify i Deezer. Nie trzeba jej "ściągać z chomika za 2,50" ;)

Moja ocena: 5/6


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz