Impact Festival to jak dotąd moja najciekawsza muzyczna wycieczka w tym roku. Line up zapowiadał świetną imprezę i długie godziny wspaniałej muzyki. Teraz, już na chłodno, czas na opis wrażeń z występów zespołów, które miałem okazję obejrzeć. Relacja nie będzie uporządkowana chronologicznie!
KoRn
Mój faworyt pierwszego dnia festiwalu. Bardzo lubię ten zespół i długo czekałem, aby móc zobaczyć go na żywo. Amerykanie dosyć często odwiedzają Polskę, niestety mi jakoś zawsze było nie po drodze, w końcu jednak się udało. Nawet z nawiązką, do grupy wrócił Head i był to pierwszy europejski koncert zespołu praktycznie "w starym" składzie (ciekawe czy kiedyś wróci David Silveria?).
KoRn dał czadu. Od pierwszych dźwięków "Blind" po ostatnie brzmienie gitar w "Freak on the leash" ze sceny aż biła energia. Miłą niespodziankę sprawili grupie fani - rozkładając przed samym show olbrzymią flagę Polski. Setlista została dobrana bardzo dobrze i nie różniła się zbytnio od odgrywanej na ostatnich koncertach w USA. Nieźle wchodziły nawet dubstepowe wycieczki grupy. Nie są one specjalnie bliskie memu sercu, ale na żywo brzmi to co najmniej dobrze.
Brakowało trochę "Dead bodies everywhere", "No place to hide" czy coveru Pink Floyd, ale muzycy mieli do dyspozycji trochę ponad godzinę. Szkoda właśnie, że koncert szybko się skończył.
Slayer
Slayer opanował dużą scenę na ponad godzinę. W tym czasie amerykańska legenda trash metalu zagrała wszystkie największe hity. Były zatem: "Seasons in the Abyss", "Raining blood" (nawiasem mówiąc, zagrane zaraz po rzęsistej ulewie), "Angel of death" czy "Mandatory suicide". Wszystko zagrane perfekcyjnie i doprawione dużą ilością czadu, który nieodłącznie towarzyszy temu zespołowi. Swoją drogą, podziwiam Kerry'ego Kinga - to co ten facet wyprawia z gitarą jest niesamowite.
Koncert Slayera był też wydarzeniem szczególnym. Grupę opuścił perkusista Dave Lombardo, a niedawno zmarł jeden z założycieli zespołu, Jeff Hanneman. Muzycy jednak nie nawiązywali do tych wydarzeń.
Behemoth
Na koncert Behemotha czekałem od dłuższego czasu. Widziałem go na żywo tylko raz, w 2005 roku na Stadionie Śląskim w Chorzowie i chciałem sprawdzić jak oraz czy w ogóle zespół ewoluował. Pamiętam, że tamten występ był dla mnie bardzo groteskowy. Wyszło czterech gości ubranych w zbroje, a Nergal rzucał ze sceny "szatanami". Nie utożsamiam muzyki z ideologią, ale uważam, że to kiepski pomysł na budowanie show.
Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Nergal ma świetny kontakt z publicznością i widać, że zespół wydoroślał. Podobał mi się też brak obecnego na polskich koncertach zagrzewania do zabawy w postaci słowa "napierdalać" wykrzykiwanego ze sceny. Show dopracowane do perfekcji i odegrane z dużym zaangażowaniem. Propsy dla Nergala i spółki.
Rammstein
Ekipa z Niemiec występowała jako główna gwiazda wieczoru. Zresztą nie ma się co dziwić, to mistrzowie zabaw z ogniem i pirotechniką. Show w ich wykonaniu odegrane o innej porze niż noc byłoby sporym nieporozumieniem.
Oprócz świetnie zrealizowanych efektów specjalnych i morza ognia, fani otrzymali też sporą dawkę świetnej muzyki. Nie jestem fanem Rammstein, ale wszystkie hity, które kojarzę, pojawiły się na setliście.
Ghost
To mój kandydat na główną klapę imprezy. Grupa kojarzona z mroczną stylistyką została na festiwalu odarta z mroku (bo grała przy dziennym świetle) a ich występ był pełen odpustowej tandety: wokalista wystrojony jak papież, 6 gości w maskach z błyszczącymi ozdobami. Wysiadłem. Po pierwsze gdzieś to już wszystko widziałem, po drugie muzycznie bez pomysłu.
Najgorzej jednak...
...wypadła pogoda. Na koncert Mastodon nie dane mi było dotrzeć ze względu na burzę, a przed występem Slayera przywaliło deszczem, po którym cały pływałem. Wody nie wytrzymały nawet niezatapialne, jak sądziłem, stare glany.
Poza tym organizacja na wysokim poziomie, w zasadzie brak problemów z nagłośnieniem. Imprezę uważam za udaną.
Żałuję że nie udało mi się zobaczyć Ghost na żywo, ale trzymałam miejsce niedaleko bramki, a co do Mastodon to niestety właśnie przez pogodę chyba nikt nie skupił się na ich muzyce tylko na przykrywaniu głowy płaszczem włącznie ze mną. Mam jednak nadzieję że zagrają jeszcze w Polsce tylko w lepszą pogodę :)
OdpowiedzUsuńWow, pierwszy komentarz na moim blogu :D czas świętować :)
UsuńOdnośnie Ghost, to chyba niewiele straciłaś, bardzo słaby był ten koncert :( Podczas przesłuchiwania utworów studyjnych i przeglądania występów Live na YouTube, odniosłem wrażenie, że Panowie chyba trochę nie mają pomysłu.
Wg. mnie KoRn pozamiatał:) zdecydowanie najlepszy koncert.
Gdyby nie ta pogoda to już w ogóle byłby wypas ;)
Jednak chciałam zobaczyć jak wyglądają właśnie na scenie, bo czego nie nadrobią muzyką to nadrobią wyglądem : )
UsuńDla mnie i tak najlepszy Rammstein, jak zwykle najlepsze show !
Slipknota nie pobiją ;P
UsuńA Rammstein fakt, show pierwszorzędne ;) choć muzycznie nigdy nie byli mi bliscy